czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 4





-Kto ci to zrobił?-zapytał
-Olaf Ewaed.-bąknęłam.
-Czekaj..-powiedział po czym wyciągnął telefon z kieszeni i coś tam w telefonie robił i przyłożył telefon do ucha.Po chcwili znowu się odezwał.-Paul...tak,wyjej go..Ewaed...-zakączył rozmowe.
-Do kogo dzwoniłeś?-zapytałam.
-Do mojego pracownika..-powiedział.
-O co chodziło..nie mów że on dla ciebie pracuje.
-Pracował.Gdy tylko zobacze skurwisyna przywale mu że się nie popamięta.-powiedział z złością.
Podeszłam do niego niepewnie i wbiłam moją małą głowe w jego tors.
Naprawde czułam się przy nim bezpieczna. Ale ja nie moge..ja mam chłopaka..
Kurwa,tak mi na nim zależy.Czemu on musi być taki uwodzicielski.
-Ashley..bo ja..chce..być..z..to..tobą-parsknął niepewnie.
-Harry..ja nie moge..-powiedziałam jak najciszej.
-Kto to?-zapytał niezadowolony.
-Liam..-powiedziam-Liam Payne-dokączyłam.
-Wierz, myślałem że jesteś naprawde inna.-powiedział kierował się ku drzwiom i je otworzył.
-Lepiej będzie jak sobie już pójdziesz,Mark cię odwiezie.-powiedział mega wkurzony-Mark!-krzyknął.
Po chwili do pokoju weszła osoba która miała na sobie czarny garnitur i biały krawat.
-Zawieś Panne Night do domu.-powiedział z podirytowaniem.
Mark poszedł w strone wyjścia a ja za nim.Szliśmy przez budynek i wyszliśmy.
Podszedł do auta i otworzył drzwi od strony pasażera.
Machnął ręką żebym weszła do środka.
Skierowałam się w strone drzwi i weszłam do środka,było przyjemnie.
Czarna skura pokrywała krzesła tego samego koloru.
Usadowiłam się w miejscu i zapiełam pas.
Zanim się obejrzałam Mark siedział już w samochodzie w go odpalał.
Po paru sekundach już jechaliśmy.
-Interowska 3/12.-bąknęłam.
Nic nie odpowiedział tylko przytaknął głową.
Nic z zewnątrz nie było widać bo auto było w szybach przyciemnionych.
Dojechaliśmy po jakiś 13 minutach.
Wysiadłam z auta i kierowałam się ścieżką prowadzącą do mojego domu.
Była godzina 21 a ja jeszcze nie jadłam obiadu.Miałam go zjeść u pana obrażalskiego.
Ale niestety miał jak tak powiem "focha".




środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 3




-Ładnie wyglądasz w sukienkach Panno Ashley.-powiedział Harry.
Nic nie powiedziałam tylko się zarumieniłam a on się uśmiechnął.
Podszedł do mnie złapał mnie za nadgarstki i przybliżył sie do mnie na niebezpieczną odległość.
Dzieliło nas jedynie pare centymetrów.Czułam na twarzy jego oddech.
Przyłożył delikatnie swoje usta do moich.
Nie mogłam się powstrzymać i włożyłam swój język między jego wargi.
Toczyliśmy zaciętą walkę na dominacje.
Przypomniałam sobie co się stało z przed ostaniu paru lat.
Momentalnie się odepchnęłam.
-Zrobiłem coś źle?-zapytał ze zdziwioną miną.
Nic nie odpowiedziałam tylko się rozpłakałam jak małe dziecko.
-Ashley? Prosze powiedz mi..-powiedział błagalnym tonem którego prawie nie było słychać.
-Ja..ja poprostu mam złe wspomnienia..-powiedziałam
-Powierz mi jakie?
-Jak miałam 15 lat,zostałam...zgwa-w tym momęcie się rozpłakałam.
Podszedł do mnie i się przytulił.Odwzajemniłam uścisk i wcisnęłam moją głowe w jego tors.
Czułam się idealnie,ta chwila mogła by trwać wiecznie....

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 2



-Już się robi...-powiedziałam mało skoncentrowana.
Ten chłopak mnie onieśmielał.
Skierowałam się w strone kuchni.
-Jeden Shake truskawkowy.-krzyknęłam do Amber.
-Już się robi!-również krzyknęła.
Skierowałam się do blatu gdzie czekał ten chłopak.
-Jak masz na imie?-zapytał z pełną odwagą, myśle że ma powodzenie u dziewczyn.
-Ashley-powiedziałam.
-Harry-wystawił swoją dużą dłoń w moim kierunku, ścisnęłam ją lekko na co na jego twarzy pojawił się mały uśmieszek.
-Ty  jesteś przypadkiem z tego zespołu One Direction?-wtrącił się mój szef.
-Tak.-odpowiedział ze zdziwieniem na twarzy bo mój szef miał podnad 40 lat i słuchał popu.
Podszedł do stolika obok blatu.
Po chwili podeszła do mnie Amber z shake'm i mi go podała.
Podeszłam do stolika w którym siedział ten piękny chłopak.
-Ashley podasz mi swój numer?-poczułam się uradowana gdy to usłyszałam..on chciał się ze mną umówić?
-Lepiej nie, nie spotkamy się więcej..chyba.-powiedziałam nie pewnie,co ja robie?!
-Lubie dziewczyny takie jak ty..-powiedział bardzo uwodzicielsko małe rumieńce pojawiły się na moich okrągłych policzkach.
-Czyli jakie?
-Takie niedostępne.-Powiedział pod nosem,myślał że nie usłysze.
-Takie niedostępne?-powtórzyłam pod nosem...to zobaczysz jaka jestem niedostępna.-Podam ci swój numer-dokończyłam.Wyjęłam kartke i napisałam na niej ciąg cyfr.Po czym podałam ją chłopakowi.
Wziął kartke do ręki i włożył ją do kieszeni swojej marynarki.


                                                                 ***



Byłam już w domu,mojej siostry nie było.Jadłam obiad.Harry.
Przypomniało mi się to jak rozmawialiśmy w kawiarnii.
Nagle zaczął dzwonić do mnie ktoś na telefon.Odebrałam.
-Halo?-zpytałam
-Ashley? tu Harry.
-Czego chcesz?-zapttałam ponownie.
-Miałbym zaszczyt gdybyś zjadła dzisiaj ze mną kolacje.
-Niech ci będzie.
-Przyjade po ciebie po 20.



Rozdział 1

                            
-Wstawaj bo spóźnisz się do pracy,kochana!-usłyszałam odgłosy z dołu,wiedziałam że to moja siostra.
Zchodziłam po skrzypiących ,drewnianych schodach żeby zjeść śniadanie.Zobaczyłam ją w kuchni jak gotuje jajecznice.
-Czemu wstajesz tak wcześnie,przecież jest 8:00 a ty już gotujesz nam śniadanie..Możesz sobie troche pospać..-przerwałam kilku sekundową cisze.
-Chce z tobą spędzać jak najwięcej czasu,zanim i my się rozstaniemy...
-Ja też,słuchaj, wytrzymamy razem we dwie,przetrwamy wszystko,razem!-powiedziałam
Podałam nam na śniadanie na talerze i zacznełyśmy jeść ,w ciszy.
Zjadłam po 15 minutach, Klara jeszcze jadła,powoli i w ciszy..
-Ja musze się już zbierać bo w końcu wież jaki jest mój szef i nie chce mieć znowu kłopotów.-poinformowałam ją.
-Dobrze,jak wrócisz będzie czekał na ciebie obiad,bo ja musze dzisiaj iść wcześniej do pracy bo chce więcej zarobić.Jak będzie weekend pójdziemy na zakupy.
-Okey,już nie moge się doczekać.
Powiedziałam i poszłam do korytarza i założyłam na siebie płaszcz,ponieważ była jesień.
Wyszłam z domu i skierowałam się w strone parku bo przez park szłam do kawiarni.
Szłam tak z 10 minut i doszłam do kawiarni, nikogo jeszcze nie było bo otwierana była o godzinie 9:00 a jest 8:30 więc mam czas żeby założyć uniform i przygotować zamówienia.
Mojego szefa też nie było bo ja dzisiaj otwieram.
Weszłam do środka,krzesła były na stolikach. Podłoga świeżo umyta a była myta wczoraj,Pachniało ciastkami,zaraz przyjdzie dostawa i musze wszystko włożyć do półek
Nagle do pomieszczenia wszedł jakiś facet.
-Przywiozłem zamówienie.-powiedział blondyn z niebieskimi oczami.
-Dziękuje,połóż..hmm..tu-wskazałam miejsce w którym ma położyć smakowite jedzenie.


                                                         ***

Rozłożyłam wszstko do półek,otworzyłam sklep,szef już był ale musiał wyjść zrobić zamówienie na środe,dzisiaj jest piątek.
Do sklepu wszedł jakiś męszczyzna,było ubrany w czarne jeansy, biały top i na to ma marynarka.
Miał na sobie szarą czapkę.Wydawał się tajemniczy.Nie powiem był bardzo onieśmielający.
Podszedł do mnie żeby coś zamówić.
-Poproszę jednego truskawkowego shake.-powiedział , głos też miał onieśmielający.

Prolog

                                                   
                                                             Jestem Ashley mam 19 lat.

Razem z moją siostrą mieszkamy w Londynie,tak..ja z siostrą..nasi rodzice zmarli, nie ma kto się nami opiekować,nasza rodzina nas wspiera, daje nam pieniądze , płaci niektóre rachunki ale nie daje nam najważniejszego,rodzicielstwa.
Ledwo się trzymamy oczywiście chodzi o pieniądze,rodzice przepisali na nas cały swój majątek , nie wiele było bo byliśmy ubogą rodziną.Teraz zarabiamy same na swoją korzyść. Ja pracuje w Kawiarnii, a Moja siostra Klara pracuje w Klubie,ja pracuje rano a ona wieczorem.
Nie spędzamy ze sobą wiele czasu , ponieważ ja pracuje do 15 a ona od 17 zaczyna prace..Rano jedynie możemy razem zjeść śniadanie.
W weekendy jeździmy do rodziny i zajmujemy się porządkami w domu.
Moje życie zmieniło się gdy poznałam go..nieziemsko przystojnego chłopaka...ale to w swoim czasie...